Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Liam. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

#22 Liam cz.4 (ostatnia)

WIECZOREM
Usiadłem na parapecie z gitarą w ręku, wystawiając nogi za okno i zacząłem brzdąkać. Nagle usłyszałem ciche pukanie.
- Proszę! – zawołałem i do pokoju nieśmiało zajrzała Rose.
- Hej, nie przeszkadzam?
- Nie, jasne, że nie. Wchodź.
Usiadła obok mnie.
- Ale na pewno nie przeszkadzam? Bo jak tak, to…
- Ci… - Delikatnie otarłem się opuszkami palców o jej wargi. – Nic nie mów. Patrz.
Wskazałem na niebo usłane gwiazdami i na księżyc, który srebrzystym blaskiem oświetlał nasze twarze.
- Zagraj coś – szepnęła wpatrzona w jego tarczę.
W tej jednej chwili do mojej głowy uderzyły dziesiątki tytułów, aż zdecydowałem się na Passenger – „Let Her Go”.
Przymknąłem oczy, poprawiając kostkę do grania w palcach i po prostu zacząłem. Sporo serca włożyłem w to wykonanie. Sceneria była magiczna. Księżyc, gwiazdy i wspaniała dziewczyna tuż obok.
- Dlaczego akurat ta? – zapytała, gdy skończyłem.
- Bo jest prawdziwa. Nie ma nic wspólnego z tymi wszystkimi pioseneczkami: „Ja kocham Cieee… Ty kochasz mnieeee… Bez Ciebie jest mi źleeeee…” - zafałszowałem.
Uśmiechnęła się.
- Tak, to prawda.
Chwilę siedzieliśmy w ciszy.
- Dziewczyn, które marzą o takiej chwili, jak ta, jest chyba więcej niż gwiazd nad nami – zaśmiała się, wskazując na nieboskłon.
- To nie ma znaczenia, wiesz? – odparłem. – Bo ja marzę tylko o tej jednej.
Ostrożnie chwyciłem jej dłoń swoją. Ścisnęła ją.
Spojrzeliśmy na siebie i oboje zaczęliśmy zmniejszać odległość między naszymi twarzami.
- Chwili czy dziewczynie? – spytała.
Zetknęliśmy się nosami.
- Jednym i drugim – odparłem, posyłając jej uśmiech.
„red lips and rosy cheeks
say you'll see me again even if it's just in your wildest dreams
wildest dreams...”
Błagam, każcie mi przestać oglądać ten teledysk. xD
Przepraszam, że tak krótko. ;_;
Nie wiem, jak to wyjdzie z następnym postem. Trochę mnie przeraża ten tydzień: nowa szkoła, nowi ludzie, ugh. :( Postaram się coś wstawić. W najbliższym czasie.
Muszę wreszcie tego Harrego dokończyć, bo sam się nie napisze. Myślę, że będą to jeszcze dwie części (na pewno nie mniej). xx
Następny nowy imagin będzie z Louisem, bo bezkonkurencyjnie (dosłownie bezkonkurencyjnie) wygrał w waszych odpowiedziach, haha. ♥

środa, 26 sierpnia 2015

#22 Liam cz.3

WIECZOREM
Cholera. Od piętnastu minut krążyłem po korytarzu tuż obok pokoju dziewczyn, zastanawiając się, co zrobić.
W mojej głowie wciąż wirowało jedno imię, a mianowicie: Justin.
Byłem podenerwowany i sam nie wiedziałem dlaczego. A co jeśli ona jest zajęta? A co jeśli ja – kretyn – wyobraziłem sobie nie wiadomo co?
Już dawno wszedłbym do środa i wypytałbym jej koleżanki, ale jej głos płynący zza drzwi mnie powstrzymywał.
Mogłem liczyć tylko na cud, który chyba właśnie się zdarzył, bo nagle z pokoju wyszła pewna brunetka, której włosy były tak czarne, że aż wpadały w odcień granatu.
- Sheila, tak? – zagadnąłem.
- Taak, a co? - Zmierzyła mnie ze zdziwionym wyrazem twarzy.
- Mogę mieć jedno pytanie? Tylko tak, żeby Rose się nie dowiedziała – odparłem, wyłamując palce.
- Słucham.
- Czy ona ma chłopaka? – zapytałem bez ogródek.
- Z tego, co mi wiadomo, to nie… - odpowiedziała. Patrzyła na mnie niemalże jak na wariata. Czy to naprawdę takie dziwne, że chcę dowiedzieć się, czy dziewczyna, która mi się podoba, jest zajęta?
- Okay… - Wlepiłem zmieszany wzrok w podłogę. - Więc kim jest Justin?
- Justin to mój brat – wyjaśniła.
W jednej chwili poczerwieniałem, straciwszy wszystkie nadzieje.
- Jej były? - spytałem.
Parsknęła śmiechem, klepiąc mnie energicznie w ramię.
- Mój brat i jej!
- Jesteście siostrami? – Wytrzeszczyłem oczy.
- A co w tym dziwnego?
- Nie, nic. Po prostu… nie pomyślałem.
- Justin jest bojowy, wiesz? - zagadnęła znacząco.
Zmarszczyłem brwi.
- Co w związku z tym?
- Mięta między wami śmierdzi na kilometr. Dbaj o nią.
Uśmiechnąłem się.
- Będę.
RANO
Szliśmy właśnie brzegiem plaży, popijając mrożoną kawę z kubków. Rose miała rację. Wschody słońca były tam najpiękniejsze. Po pół godziny nieco zmęczeni zajęliśmy miejsca na skałkach tuż obok klifu.
Przymknęła oczy, a delikatny wiatr odgarniał niesforne kosmyki włosów z jej twarzy.
- Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia? – zapytałem.
Uśmiechnęła się, otwierając oczy, i spojrzała na mnie rozmarzonym wzrokiem, jakby myślami w dalszym ciągu była daleko.
- A powinnam? – zapytała.
Oboje dobrze wiedzieliśmy, że nie jest to takie pytanie, które zadaje się na hop, siup. Miało swoje głębsze dno i to właśnie sprawiało, że ta chwila zdawała się być jeszcze bardziej magiczna.
- Nie wiem. Dlatego pytam.
- Wierzę w miłość prawdziwą – odparła spokojnie, ponownie przymykając oczy – a nie tą, którą podaje się nam piosenkach. Bez urazy. Sądzę, że nie można kogoś pokochać po pierwszym spotkaniu, bo byłaby to miłość pusta… powierzchowna. Znaczyłaby, że pokochało się kogoś za wygląd. Wierzę, że prawdziwa miłość to ta, kiedy można by za kogoś oddać życie. A kto by oddał życie za kogoś, kogo nie zna?
- Myślę, że… - westchnąłem – myślę, że za pierwszym razem można przeżyć zauroczenie.
- Przeżyłeś takie?
- Tak.
- Wyszło coś z tego?
Pociągnąłem łyk kawy.
- Coś – zaśmiałem się. - „Do tanga trzeba dwojga”. Zależy.
- Zależy od niej?
Powoli przekręciłem głowę w stronę dziewczyny. Spojrzała na mnie. Jej oczy w kolorze mlecznej czekolady były lekko zamglone i nieobecne.
- Dużo zależy od niej.
W jednej chwili poczułem, jak powietrze między nami stało się gęstsze, wytwarzając napięcie które nas do siebie przyciągało. Dzielnie wpatrywałem się w jej oczy, próbując odpędzić od siebie myśl choćby rzucenia okiem na jej usta.
Nagle odwróciła się i zeszła ze skał.
- W takim razie ona jest głupia, skoro jeszcze tego nie zauważyła – odparła.
Zmarszczyłem brwi.
- Myślałem, że moje sygnały są bardzo jasne.
- No więc staraj się dalej, nieźle ci idzie – zaśmiała się, a wtedy przewróciłem oczami i dołączyłem do niej.
Nie pytajcie, czy mam jakiś fetysz na klatę Liama, bo tak, mam.
Może zacznę od tego, że chciałabym, żeby pod tą częścią było przynajmniej 10 komentarzy, zanim pojawi się coś nowego. Tu nie chodzi o Was, po prostu wchodzę sobie dzisiaj na bloggera i widzę na liście czytelniczej imagina. Weszłam, przeczytałam (co zajęło mi dosłownie 20 sekund) i zobaczyłam próg piętnastu komentarzy. Poczułam się zwyczajnie jak debil, spędzając godziny nad postami i nie wymagając prawie niczego. No ale nieważne. 10 komentarzy to nie jakiś kosmos. ☺
Tak z innej beczki, biorę się za coś nowego i chciałabym, żebyście sami wybrali głównego bohatera. Od razu mówię, że będzie policjantem w tym opowiadaniu. Możecie wybierać spośród wszystkich członków 1D (byłych też) oprócz Harrego (bo i tak go tu za dużo, haha). Macie wyjątkową okazję współuczestniczyć w tworzeniu tego bloga. :D
Pozdrawiam. xxx

piątek, 21 sierpnia 2015

#22 Liam cz.2



- A my się chyba znamy… - zagadnąłem, starając się brzmieć swobodnie.
Dziewczyna zarumieniła się po same uszy i odniosłem wrażenie, że czeka ją chyba ostry magiel w pokoju ze strony koleżanek: „skąd to ona zna Liama Payne'a”.
- No tak… - odparła niepewnie, ściskając mocno moją dłoń, co było zapewne efektem zdenerwowania. – Rosalie. W skrócie: Rose.
Wyobrażałem sobie wiele wersji jej imienia. Loren, Ashley, Elizabeth, Julia… Rose brzmiało zdecydowanie najlepiej.
- Liam. Przypominam, że w dalszym ciągu wisisz mi kawę – zaśmiałem się.
- O tej porze roku, to chyba mrożoną – odparła lekko, rozluźniając się.
- Może być i mrożona – odpowiedziałem, puszczając do niej oko. – Więc jesteśmy umówieni?
- Można tak powiedzieć.
Obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem, a mnie w jednej chwili ogarnęło rozanielenie, z którego wyciągnął mnie Harry:
- Możecie mi wyjaśnić, o co tu chodzi?
Doskonale wiedział, więc po co głupio pytał?
- Po prostu Rosalie kiedyś zabrakło drobnych na parkomat, więc jej użyczyłem kilku funtów – odpowiedziałem.
- A ja obiecałam mu kawę w zamian za to – dodała szatynka.
- A w odsetkach za zwłokę doliczam do tego spacer – dodałem, posyłając jej chytry uśmiech.
- Nie za wysokie te odsetki? – udawała wystraszoną.
- Spokojnie. Stać cię – odparłem, robiąc tę swoją zabawną minę, która polegała na zaciśnięciu powiek z całej siły i napełnieniu powietrzem policzków.
- Zabawny jesteś – zaśmiała się.
Spojrzałem na nią.
- To komplement czy obelga?
- To stwierdzenie faktu.
- Czyli obelga.
- Och… Nie bierz tego do siebie.…
- Wziąłem. – Złożyłem ręce na piersi z obrażoną miną.
- Haha… Teraz to komplement.
Parsknąłem śmiechem.
- Dobra, to my idziemy – James szturchnął mnie lekko łokciem w ramię. – Musimy się jeszcze rozpakować. Wy zapewne też.
Weszliśmy na górę, a wtedy dyskretnie szepnął mi na ucho:
- Mówiłem, że to będą piękne wakacje?
Wywróciłem oczami.
POPOŁUDNIU
Ubrany tylko w kąpielówki wyszedłem na zewnątrz z domu, w którym przez kolejny tydzień mieliśmy rezydować. Przerzuciłem sobie ręcznik przez ramię i skierowałem swe kroki w stronę basenu. Miałem ochotę się trochę poopalać, ewentualnie pokąpać. Reszta zmyła się gdzieś z dziewczynami. Myślałem, że poszli wszyscy, więc trochę się zdziwiłem, gdy nad brzegiem basenu, na leżaku zobaczyłem Rose. Miała słuchawki w uszach, dlatego podszedłem do niej na palcach i ostrożnie wyjąłem jej je. Spojrzała na mnie skonsternowana.
- Można się dosiąść? – spytałem. – Albo raczej: doleżeć?
Zachichotała uroczo.
- Serio jesteś zabawny. Można, można.
Rozłożyłem ręcznik na leżaku i położyłem się na nim, przymykając oczy.
- Jeśli wolno spytać… - zagadnąłem po chwili - …czego słuchasz? – Spojrzałem na nią i zorientowałem się, że nie włożyła słuchawek ponownie. – Albo raczej: słuchałaś?
- Was – odparła, lekko się rumieniąc.
- Myślałem, że nas nie lubisz, skoro wtedy na ulicy mnie nie poznałaś.
- Um… - zmieszała się. – Nie znałam. Ale skoro mamy spędzić razem urlop, to postanowiłam nadrobić zaległości i muszę przyznać, że teledysk do „Night changes” świetnie wam wyszedł.
- Naprawdę ci się podoba?
- Naprawdę. Ale Sheila była oburzona - zaśmiała się.
- Czym?
- Hahah, rozumiesz. Cytuję: JAK MOŻNA BYŁO TAK KOMUŚ SPIEPRZYĆ RANDKĘ Z ZAYNEM MALIKIEM?! A właściwie, to z każdym z nich. I tak dalej.
Zaśmiałem się.
- A wy jak się z tym czuliście? - zagaiła. - Ktoś wam tak perfidnie zepsuł opinię romantyków.
- Haha, pomysł Bena. Zdaliśmy się na niego. Poza tym... wiesz... - uśmiechnąłem się zawadiacko - randki na żywo wychodzą nam lepiej.
- No mam taką nadzieję - odparła, pochylając się lekko w moją stronę.
Na chwilę zapadła cisza, która jednak nie wyrażała skrępowania. Bardzo spodobało mi się wygadanie szatynki.
- A ty tak bez olejku się opalasz? – zapytała.
Pochyliłem się w jej stronę.
- A nasmarujesz mi plecki?
Również się pochyliła, zbliżając nasze twarze.
- A z miłą chęcią.
Mierzyliśmy się wzrokiem, aż w końcu oboje parsknęliśmy śmiechem, wracając na swoje miejsca.
- Mówiłem serio – odezwałem się po chwili.
- Ja też.
- No to dalej.
Usiadłem na leżaku, a ciche szuranie oznajmiło, że przysunęła się do mnie na swoim. Po chwili poczułem jej delikatne dłonie na swojej skórze. Powoli i dokładnie wcierała w nią olejek. Przyjemne uczucie.
- No, już – powiedziała po chwili i jej dotyk znikł.
- Dzięki – odparłem i już miałem ułożyć się na brzuchu, gdy nagle mi przeszkodziła:
- Nie tak szybko, kochany. Teraz ty.
Wyciągnęła w moją stronę rękę z buteleczką. Wyjąłem jej ją z dłoni, a wtedy odwróciła się do mnie plecami. Wylałem sobie trochę olejku na rękę i zacząłem niespiesznie wcierać go w jej skórę.
- Jestem… kochany? – zapytałem.
Wyraźnie się speszyła.
- Nie wiem… Tak mi się powiedziało.
Nagle zorientowałem się, że moje dłonie znajdują się dość blisko zapięcia górnej części jej kostiumu i moje nieposłuszne myśli zaczęły same wędrować w różnych kierunkach…
Przysunąłem się do niej jeszcze bliżej i wyszeptałem jej do ucha, przypadkowo ocierając się o nie wargami:
- Ufasz mi? Bo ja sobie nie.
- Dlaczego?
- Ponieważ za chwilę zrobię coś, czego będę żałował.
- Co?
Coś mnie wtedy podkusiło i zamiast rozwiązać jej kostium, przysunąłem się i musnąłem jej ciepłą szyję wargami.
Po chwili skończyłem wcieranie olejku i oboje ułożyliśmy się na brzuchu twarzami do siebie, odsuwając swoje leżaki.
- Żałujesz tego? – spytała po chwili cicho.
- Nie… raczej… nie - odparłem, przymykając oczy, bo słońce niemiłosiernie mnie w nie kłuło.
- To o której idziemy jutro na tę kawę? – zapytałem.
- O szóstej.
- Na wieczór chcesz pić kawę?
- Rano, kochany! Rano!
- Co tak wcześnie? Pierwszy dzień urlopu i nawet się nie wyśpię – burknąłem, tak naprawdę skacząc z radości.
- Trudno. Weźmiemy tę kawę na wynos i przejdziemy się plażą. Ponoć mają tu najpiękniejsze wschody słońca na świecie.
- To się przekonamy - odparłem, przymykając oczy na leżaku.
Kochany.
to zdjęcie >>>>
Wiem, że to nie Harry, ale zwyczajnie nie chciałam, żeby na blogu zrobiło się pusto, a jeszcze go nie skończyłam. ☹
W ogóle ostatnio nołlajfię af, pogłębiając swoje uzależnienie od gry komputerowej i mojego nowego muzycznego odkrycia - Lucy Hale (serio jest świetna, a po przesłuchaniu wszystkich albumów Taylor Swift chyba zwyczajnie jestem głodna muzyki country, haha). ♥
Spróbuję się jakoś za to pisanie wziąć. xx
Woah, szalejecie ostatnio z tymi komentarzami, poważnie. D:
A tak na poważnie, to dacie radę chociaż z siedmioma? Proszę. ♥ Choćby dla samego zdjęcia, które jest bgsdnuhdflsa. *.* :D
PS. Pisałam tego imagina tak dawno, że teraz pewnie zrobiłabym go inaczej, ale cóż. xx

piątek, 26 grudnia 2014

#29 Liam

No i nie zrobiliście mi prezentu, bo Święta się już kończą. ;-; Cóż, trudno. Jakoś przeżyję. Przykro mi tylko, że jest Was tak dużo, a jednocześnie tak mało... Widzę te 400-700 wyświetleń dziennie, to się uśmiecham, ale za to na Gmailu pusto... Komentarzy nie ma. ;-; Miło mi, że posty, które dodaję, w kilka godzin zdobywają po 80 wyświetleń, podczas gdy kiedyś było ich dosłownie kilkanaście, ale bez komentarzy... :'(
Okej, kończę to marudzenie i przechodzę do pozytywów, a jeden z nich jest taki, że wreszcie wykrzesałam z siebie Liama. I wierzcie mi, że ten pomysł mnie jakieś dobre 10 miesięcy męczy, ale chyba dopiero teraz do niego dojrzałam. Jedyny problem polega na tym, że mam początek i koniec i nie wiem, czy nie zakończę publikowania tej historii na tym etapie, bo głupio tak pisać, nie mając pomysłu na "środek". Chyba że Wy macie jakieś pomysły. Jestem otwarta na propozycje. ;)
No i komentujcie. Proszę. ;-;


Stałem ze spuszczoną głową, lecz wcale nie byłem zawstydzony czy zażenowany; ukrywałem tylko delikatny uśmieszek, jaki zawsze gościł na mojej twarzy podczas odczytywania kolejnych wyroków. Scenariusz był zawsze taki sam: albo zawiasy, albo grzywna. Nigdy jeszcze mnie nie wsadzili, mimo że chyba już dziesiąty raz stałem w tej samej ławie, w tym samym sądzie. Zawsze za to samo - pobicie.
- Sąd Okręgowy... [bla, bla, bla,]... po rozpoznaniu sprawy Liama Jamesa Payne'a uznaje go za winnego dokonania... [bla, bla, bla]... uwzględniając jego poprzednią karalność, skazuje go na karę 2 lat pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres lat trzech oraz 250 godzin prac społecznych w Domu Dziecka przy ulicy…
Dalej nie słuchałem.
Że co? Ja w jakimś Domu Dziecka?! Jeszcze czego!
* * *
- Nie pierdol, że nic się nie da zrobić! - wydarłem się na swojego prawnika w jego kancelarii.
- Możemy się tylko odwołać - odparł przestraszony - ale dopiero za dwa tygodnie. A pierwsze zajęcia w tym ośrodku ma pan już jutro...
- Gdzieś to mam! Co mi zrobią? - prychnąłem.
- Mogą pana wsadzić, jeśli się pan nie stawi - bąknął, spuszczając wzrok.
- Kurwa, jaja sobie robisz! - Uderzyłem pięścią w biurko, aż przestraszony prawnik podskoczył.
- N-nie... - wyjąkał, pocierając chusteczką czoło.
Uśmiechnąłem się złowieszczo.
- Wiesz, co mogę zrobić? - zapytałem. - Wiesz, dlaczego siedzisz tu, przy tym biurku? Wiesz, do cholery, że gdybym tylko chciał, już dawno bym cię zniszczył?!
- Wiem, ale...
- Pójdę na te pierdolone zajęcia. Masz tydzień na odkręcenie tego.
Wyszedłem z jego biura, trzaskając drzwiami.
Zaśmiałem się głośno. Będzie ciekawie...
* * *
Pchnąłem drzwi, wchodząc do środka niskiego, jednopiętrowego budynku, którego ściany na zewnątrz i w środku pomalowane były na kolor zielony, którego szczerze nienawidziłem. Nie pytajcie dlaczego. Po prostu.
Sam się dziwiłem swojej dobroduszności. Już dawno mogłem wypierdolić McPhersona na zbity pysk, a teraz się dla niego poświęcam. Jestem dobrym człowiekiem.
.
.
.
Tak, ja też parsknąłem śmiechem. Bardzo jestem dobrym człowiekiem. Do tego uczciwie zarabiającym biznesmenem prowadzącym bar ze striptizem. Zaraz się posikam.
Pchnąłem pierwsze drzwi na prawo, wchodząc do dużego, zielonego (co za zaskoczenie!) pomieszczenia. I wtedy chyba po raz pierwszy w życiu się zmieszałem. Nagle zostało wlepionych we mnie kilkanaście par malutkich oczu. Z tej kłopotliwej sytuacji na szczęście wybawiła mnie pewna sympatyczna blondynka. Mówiąc „sympatyczna”, domyślacie się chyba, że nie chodziło mi o jej wspaniałe wnętrze?
- Pan Payne? - zapytała drżącym delikatnie głosem.
Dla ciebie, mała, mogę być nawet Jamesem Bondem.
- Tak.
Nagle podeszła do nas pewna szatynka o ufnym, choć w tamtym momencie nieco przerażonym, spojrzeniu intensywnie zielonych oczu. Na nogach miała zwykłe, pastelowe baleriny. Jej sukienka była w kolorze mdłego różu, niewiele ciała odsłaniała. Na ramionach miała niebieski sweterek. Jakby tym strojem próbowała zasłonić wszystko, co najlepsze. W te półtora sekundy zdążyłem zauważyć, że jej nogi były całkiem, całkiem, biust kusił kształtami, a długie, gęste włosy w kolorze miedzi swobodnie spływały na jej ramiona.
- [t.i.], zajmiesz się panem? - zapytała blondynka, znikając z naszego pola widzenia.
Spojrzałem na szatynkę, która w tamtym momencie zaczęła nerwowo wyłamywać palce.
- Jestem [t.i.] [t.n.] - przedstawiła się. I nie wiem, za co Bóg mnie karze twoją obecnością, odczytałem z jej miny. - Kieruję tym ośrodkiem. Działa on 24/7, bo przecież dziećmi zawsze trzeba się zająć, ale pan nie musi być tutaj od rana do nocy. Proszę tylko zgłaszać się do Scarlett czy do mnie, żebyśmy mogły wpisać liczbę godzin, jaką pan u nas spędził, w kartę, którą wyślemy do sądu.
- Jasne - odparłem. - Więc co miałbym robić?
- Głównie opieki będą wymagać przedszkolaki bądź jeszcze mniejsze dzieciaki.
- Aha.
- A. I proponuję zdjąć kolczyki, bo dzieci lubią... ciągnąć, a krwi nie chcemy - dodała, lekko się uśmiechając.
- Oczywiście - odparłem, po czym pozbyłem się biżuterii.
Od razu poczułem się… jakoś inaczej. Lżej. Całe to miejsce było… jak z innego świata. Ze świata dobra, którego ja tak cholernie starałem się unikać…
PS. I dziękuję wszystkim za życzenia. :***

piątek, 12 września 2014

#22 Liam cz.1

(Dwójka to wersja akustyczna. Po prostu nie mogłam się zdecydować. :) Opowiadanie inspirowane było teledyskiem, więc myślę, że jego też warto byłoby obejrzeć. ;))

Miała być kontynuacja 13.-stki, ale zrezygnowałam. Na szczęście mądrej Paulinie przypomniało się, że w wakacje napisała takie jedno opowiadanie. :D Nie było ono o 1D, dlatego musiałam je przerobić. Jeśli to kogoś interesuje, to opowiadanie to w oryginale pisałam z Bradem - brunetem z The Vamps. ☺ Enjoy!

~Perspektywa Liama~
Postawiłem walizkę w kącie i rzuciłem się na łóżko, wlepiając wzrok w czysto biały sufit. Wreszcie odpoczynek! Co prawda tylko tygodniowy, ale zawsze. Trasa, koncerty… kocham to. Chociaż od czasu do czasu należy mi się chyba chwila wytchnienia, prawda? Nagle na suficie pojawiła się czerwona plamka, która zaczęła się powiększać. Zamrugałem powiekami. To na pewno zmęczenie. Liam, już! Klepnąłem się w policzek, ale plamka nie zniknęła. Aż w końcu przybrała kształt ust. Kobiecych, idealnie wykrojonych warg. I znowu zobaczyłem nad sobą Jej twarz. Jak zawsze. Codziennie. A zaczęło się tak niewinnie, głupio. Gdy przelotnie „gościłem” w Londynie. Przechodziłem właśnie obok parkingu, gdy nagle zaczepiła mnie pewna niska szatynka, chociaż… jej włosy bardziej przypominały kolor karmelu. Jej spojrzenie magnetyzująco zielonych oczu zapadło mi w pamięć. Ucieszył mnie fakt, że była ode mnie nieco niższa, bo przynajmniej nie czułem się jak karzeł (jak to zwykle bywa). Zapytała, czy mam rozmienić 10£, bo nie ma drobnych, a potrzebuje do parkomatu. Chyba mnie nie poznała, bo zachowywała się jakbym był tylko zwykłym przypadkowym przechodniem, a nie Liamem Paynem z One Direction. Cholera, zakląłem w myślach. 10£, to ja może miałem. Dopóki 1.50£ nie wydałem na kawę Starbucksie. Wyjąłem drobne z kieszeni. Nie miałem przy sobie więcej, bo wyszedłem tylko na krótki poranny spacer i nie spodziewałem się, że spotkam „piękność w potrzebie”.
- A ile potrzebujesz? – zapytałem zakłopotany.
- 5£ - odparła swoim melodyjnym głosem.
Odliczyłem dokładnie tyle, ile potrzebowała, i podałem dziewczynie.
- Proszę.
- Ale ja… nie mogę…
- Drobiazg. Zaprosisz mnie kiedyś na kawę, to się zrewanżujesz – odparłem z uśmiechem.
- Jej… Dziękuję ci bardzo.
- Nie ma za co. Liam. – Wyciągnąłem w jej stronę rękę. Uścisnęła ją.
Już miała otworzyć usta, żeby zdradzić mi swoje imię, gdy nagle zadzwonił jej telefon. Zabrała dłoń i szybko wyciągnęła go z kieszeni. Odebrała.
- Tak, Justin… Już. Już jestem. Zaraz do ciebie przyjdę. Miałam małe problemy z parkomatem.
Rozłączyła się i zwróciła do mnie:
- Przepraszam, muszę już iść. Jeszcze raz dziękuję.
- Jeszcze raz nie ma za co.
- To do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Odprowadziłem ją wzrokiem, aż nie zniknęła za rogiem.
No tak… Justin… Zapewne jej chłopak…

Westchnąłem ciężko. Dwa miesiące minęły od naszego spotkania, a ja nie mogłem wyrzucić jej z pamięci. Czy to objawy jakiejś obsesji? A może zakochania? Nie… miłość od pierwszego wejrzenia to bujda. Można o tym śpiewać, ale w życiu się nie zdarza. Nagle do pokoju wpadła czwórka niedojrzałych psychicznie małolatów (czytaj: reszta zespołu) i podniosłem się do pozycji siedzącej. Wszyscy czworo rzucili się na swoje łóżka.
- To będą piękne wakacje… - westchnął Harry.
- Zdecydowanie – dodał Zayn.
- W jakim sensie? – zapytałem.
- Pamiętasz, jak mówiłem ci, że nie będziemy tu sami? – zapytał Harry. – Mamy towarzystwo lepsze, niż się można było spodziewać. Dwie szatynki, ruda, brunetka i dwie blondynki. Dla każdego coś dobrego.
Roześmiałem się.
Tylko nie dla mnie – przemknęło mi przez głowę.
- Może wreszcie zapomnisz o tej twojej… – wtrącił Zayn. – Ach… No tak… zapomniałem, że nie wiesz nawet, jak ma na imię – zakpił.
- Spieprzaj. – Rzuciłem w niego poduszką.
- No co? Serio uważasz, że to jest normalne?
- Nie jest, ale co mam zrobić?
- Po prostu zapomnieć. Założę się, że ta laska, tak dla ironii, miała na imię Georgia. „Said her name was Georgia Rose...” - zanucił, śmiejąc się.
- Ta, akurat – prychnąłem.
- Dalej! – ponaglił mnie Harry. – Chodź, to cię poznam z naszymi koleżankami.
Z cichym jękiem podniosłem się z miejsca. Nie miałem ochoty poznawać nowych dziewczyn. Chciałbym tylko, żeby Ta Jedna znalazła się tuż obok.
Zeszliśmy na dół. „Koleżanki” właśnie rozglądały się po salonie. Gdy tylko nas zobaczyły, wyraźnie się speszyły. Wolnym krokiem zebrały się w grupkę i podeszły do nas.
- Cześć – przywitały się chórem.
- Cześć – odparłem, uśmiechając się, bo wydały się być ogromnie sympatyczne.
- Jestem Alice. – Pierwsza dziewczyna w rzędzie wyciągnęła do mnie dłoń.
- Liam.
- Wiem – zachichotała.
No i potem po kolei: Sheila, Mandy, Britney… No i… Myślałem, że się wywrócę. Wyciągnąłem rękę do ostatniej w rzędzie dziewczyny, nie wierząc własnym oczom.
Uf... Dzięki Ci, Boże, za piątki. :D
Cały ten tydzień nic nie napisałam (!), co nie oznacza wcale, że moja wena ma zastój. W mojej głowie cały czas coś się 'dzieje', a więc mam kilka pomysłów. Zobaczymy, jak pójdzie z ich realizacją. :3 Jutro, zgodnie z tym, co napisałam, Niall. Mam go już prawie skończonego, wystarczy dopracować. ;) x

czwartek, 3 lipca 2014

#16 Liam

A więc. Z dedykacją dla mojej imienniczki, która jako kolejna przekracza próg wieku lat piętnastu. Też liczę na jakiś prezent. Urodziny mam 30.-ego września, pamiętaj! ;P Wszystkiego najlepszego, Paulina! Cokolwiek bym tu nie napisała i tak zabrzmi szablonowo i oklepanie, więc może tylko tyle: Niech Ci się spełnią wszystkie marzenia, żebyś zawsze była taka uśmiechnięta, powodzenia w przyszłym roku na egzaminach, a potem dostania się do wybranej szkoły. Tego Ci z całego serca, najpiękniej jak umiem życzę❣ ♡♥♡

Wyjechałem motocyklem spod budynku szpitala, gdzie pracowałem. Nie zdążyłem przejechać nawet kilometra, gdy nagle spostrzegłem, że ktoś na przejściu dla rowerów czeka. Ale nie! To nie był ktoś. To była... To był... anioł... Ósmy cud świata. Nie! To były zbyt pospolite określenia na to, co zobaczyłem.
Kasztanowe, lekko falowane włosy potargane przez niesforny wiatr, na głowie kapelusik, zwykły, biały podkoszulek, czarne szorty i rzymianki.
Przystanąłem w miejscu. Po prostu coś kazało mi Ją przepuścić na tym przejściu.
Uśmiechnęła się w podziękowaniu, a ja mógłbym wtedy z całą pewnością stwierdzić, że był to najpiękniejszy uśmiech, jaki widziałem i na 100% setki facetów w tym mieście wymiękały na ten widok. Nagle moja ręka drgnęła. Wszystko potem działo się tak szybko... Dodałem gazu... Uderzyłem w nią. Rower się roztrzaskał, a ona upadła na ziemię. Zahamowałem gwałtownie. Motocykl stanął w miejscu. Cud, że z niego nie spadłem. Zszedłem z pojazdu w błyskawicznym tempie i uklęknąłem przy niej. Sprawdziłem, czy jest przytomna. Nie była. W tamtym momencie powinienem zadzwonić po pogotowie, jednak uznałem, że nie miałoby to sensu. Szpital znajdował się przecież rzut beretem stąd. Pozycja, w jakiej leżała, nie wskazywała na jakikolwiek uraz kręgosłupa, więc mógłbym ją po prostu zanieść. Pochyliłem się, chcąc ocenić oddech.
121...122... - liczyłem w myślach. - 123...124...
Oddychała. Usłyszałem trzy równe oddechy i przestałem liczyć. Wziąłem ją na ręce i zacząłem nieść.
* * *
Następnego dnia nie mogłem się na niczym skupić. Dosłownie co pół godziny wydzwaniałem do kolegów z ortopedii. Ponoć nic jej nie było oprócz złamanej nogi, ale ja i tak się tym wszystkim przejmowałem. W końcu to moja wina! Moja i tylko moja! Już nie mogłem się doczekać swojego nocnego dyżuru, bo mógłbym wreszcie do niej pójść i wszystko wyjaśnić, porozmawiać...
Dyżur zaczynałem o 22:00, lecz już o 21:00 siedziałem na swoim motocyklu (który, nawiasem mówiąc, był tylko trochę obdrapany) i jechałem w stronę szpitala.
* * *
Zajrzałem do jej sali nieśmiało. Leżała na łóżku, czytając książkę. Gdy tylko mnie zauważyła, uśmiechnęła się, odkładając lekturę gdzieś na bok. Wyglądała pięknie. Nawet z gipsem.
- Proszę, proszę - Gestem ręki, zaprosiła mnie do środka. - Czy to pan nazywa się Pa... Pain?
Wszedłem do środka niepewnie i chwyciłem się dłońmi dolnej ramy jej łóżka.
- Payne - poprawiłem ją.
Tak, Payne to idealne wręcz nazwisko dla lekarza. Brzmi prawie jak "ból".
- Powinnam panu podziękować - zaśmiała się.
- Za co?
- Po pierwsze za troskę. Nawet moja mama tyle razy nie dzwoniła co pan.
- No tak... - bąknąłem, spuszczając głowę.
- Po drugie za miesiąc wolnego w kawiarni.
Spojrzała wymownie na gips.
- I po trzecie za to, że wreszcie będzie okazja do kupienia sobie nowego roweru - zaśmiała się dźwięcznie.
Na chwilę zapadła cisza.
- Ja... - zacząłem. - Przyszedłem przeprosić. To wszystko... stało się tak szybko...
- Ale ja się wcale nie gniewam! Nie wygląda pan...
- Liam - wtrąciłem, bo zaczęło mnie drażnić to jej mówienie o mnie per pan.
Wyciągnęła dłoń w moją stronę, którą ja uścisnąłem.
- [t.i.].
Czy mogło być piękniejsze imię dla tej, jakże nieziemskiej, istoty?
- A więc... Liam, nie wyglądasz na takiego, co przejeżdża na pasach niewinne studentki specjalnie. Najważniejsze, że nic się nie stało.
- Ale...
- Nie ma ale! Skoro tak cię to gryzie, to możesz mi w prosty i przyjemny sposób się zrehabilitować za tę złamaną nogę.
- Jak?
- Zaproś mnie na kawę - zaśmiała się.
Stanąłem jak oniemiały, zaskoczony jej bezpośredniością, jak i szczęściem, które nagle na mnie spadło.
- Więc jak? - zapytała po chwili. - Zaprosisz mnie?
- Kiedy?
- No nie wiem... Jak mnie wypuszczą, to bardzo chętnie, o ile nie masz nic przeciwko spacerowi z kaleką.
Zachichotała uroczo. Ona cała była urocza.
Uśmiechnąłem się pod nosem. I pomyśleć, że prawie bym przejechał Miłość Swojego Życia.
Może to nie motor, ale... :D
Tego imagina napisałam na podstawie pewnej sytuacji z mojego życia 
(chociaż nikt mnie nie przejechał. A szkoda. Komuś choć w połowie tak uroczemu jak Liam dałabym się z miłą chęcią poturbować i żeby się tak martwił... Dobrze - jak mawia moja mama - że za marzenia nie karzą, bo już dawno wylądowałabym w Rawiczu (to takie więzienie niedaleko) :D). W tej sytuacji uczestniczyła też Martyna (my friend, którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam ;*) i stwierdziła, że to po prostu musi być Liam, bo chociaż Directionerką nie jest, to z całej piątki on właśnie jest jej ulubieńcem. ;) Mi tam to nawet pasuje, zwłaszcza, że dawno go tu nie było. Może kiedyś uda mi się wykrzesać z siebie jakiegoś kilkupartowca z nim. Mam nadzieję, Paulina, że Cię nie zawiodłam.☺

PS. Wczoraj został przekroczony próg 4444 wyświetleń. Ja wiem, że może to nie jest żadna okrągła liczba, ale 4 to moja szczęśliwa cyferka, więc chciałam Wam z tej okazji podziękować. ;***

niedziela, 27 kwietnia 2014

#8 Liam

Kochanie!
Piszę. Nie wiem, po co. Nie wiem, do kogo. Do Ciebie? To niemożliwe. Przecież Ciebie już nie ma. Chociaż.. Może i jesteś? Tak, na pewno jesteś. Przecież obiecałeś. Zastanawiam się po co piszę. Może chcę sobie ulżyć? Bo tutaj wcale nie jest tak kolorowo. Bez Twojego uśmiechu, bez Twoich spojrzeń. Bez Twoich wszędzie porozrzucanych kartek z tekstami (To ich mi najbardziej brakuje, wiesz?). A teraz siedzę tak przy otwartym oknie i piszę. Jest ciepły, słoneczny dzień. Delikatny wiatr owiewa moją twarz. Jest dokładnie taki dzień, jak ten, w którym się poznaliśmy. Pamiętasz go? Na pewno. Jednak teraz przedstawię Ci go z mojej perspektywy.
Tamtego dnia był koncert. Twój oczywiście. Nie miałam ochoty na niego iść. To nie były moje klimaty. Wolałam raczej rocka i heavy metal. Jednak musiałam pilnować siostry i jej koleżanek. Więc poszłam. Razem z przyjaciółką dla towarzystwa. Trwał on jakieś dwie godziny. A potem jeszcze miałyśmy wejść za kulisy (za które wejściówki wcale nie było tak łatwo zdobyć). Weszłyśmy. No i co? I nic. Stałam z boku. Moja siostra i jej psiapsióły piszczały i płakały. A Wy je uspakajaliście przez jakieś dobre 10 minut. W końcu doprowadziły się do porządku i zaczęliście w miarę normalnie rozmawiać. Nawet Meg znalazła wspólny język z Niallem. Nagle Twój wzrok zatrzymał się na mnie. I wtedy nasze spojrzenia spotkały się po raz pierwszy. I wiesz co poczułam? Nic. Po prostu. Obojętność. Co i tak, biorąc pod uwagę moją olbrzymią nienawiść do facetów, było pozytywnym odczuciem. Po chwili, ku zazdrości małolat, podszedłeś do mnie i zapytałeś, jak mi się podobał koncert. Odpowiedziałam zdawkowo, że fajnie, że spoko, chociaż nie jarają mnie takie klimaty. Kłamałam oczywiście. Bo co miałam powiedzieć? Że nie słuchałam? A taka właśnie była prawda. Nie skupiałam się. Więc co robiłam? Patrzyłam na Ciebie? Otóż, nie. Po prostu byłam w innym świecie. W swoim świecie. Bo, chociaż wcale nie było tego po mnie widać, byłam romantyczką. Marzyłam o tych samych bzdetach, co reszta moich rówieśniczek. Ubierałam się na czarno, słuchałam metalu, ale jak reszta marzyłam o księciu na białym koniu. Niczym z Twojego ukochanego Disneya. Po koncercie długo Cię nie widziałam. I nie tęskniłam, bo - jak już wspominałam - Nie wzbudzałeś we mnie żadnych emocji. Aż w końcu spotkaliśmy. Zupełnie przypadkowo. Na ławce w parku. Zaprosiłeś mnie na kawę, jednak ja... odmówiłam. Dlaczego? Odmówiłam, bo byłam uprzedzona. Tak, uprzedzona. Do facetów. A to wszystko przez mojego ojca. Sam dobrze wiesz. Bił moją mamę, aż w końcu urodziłam się ja i ją zostawił samą. SAMĄ jak palec. Dlatego bałam się tej "kawy". Bo mogłabym poczuć do ciebie coś więcej, a nie chciałam tego. Aż w końcu okazało się, że Meg i Niall się spotykają. Oficjalnie ogłosili, że są parą i zorganizowali imprezę z tego powodu. Spotkaliśmy się na niej. Wylałeś wtedy wino na moją sukienkę, pamiętasz? Na pewno pamiętasz. Bo ja przed oczyma do dziś widzę to Twoje słodkie zakłopotanie, gdy zacząłeś się jąkać:
- Eee... Przepraszam ja... Nie chciałem... Niezdara ze mnie.
I wtedy w ramach przeprosin ponownie zaprosiłeś mnie na kawę, a ja się zgodziłam, nie chcąc, żebyś czuł się winny. Spotkaliśmy się. Raz i drugi. Aż w końcu zaprosiłeś mnie na randkę. I do dzisiaj uważam, że "Toy Story" to najbardziej romantyczny film na świecie. Zakochałam się w Tobie. Zostaliśmy parą. Nie było łatwo ze względu na Twoje fanki, ponieważ dużo czasu zajęło im zaakceptowanie mnie, ale daliśmy radę. Zmieniłeś mnie. Moje życie stało się dzięki Tobie bardziej kolorowe, tak samo jak ubiór, w którym nie dominowała już czerń.
Byliśmy szczęśliwi. Niewyobrażalnie szczęśliwi. Aż w końcu po dwóch latach znajomości, oświadczyłeś się mi. Dokładnie w tej samej restauracji, w której byliśmy na pierwszej randce. Ten moment, gdy uklęknąłeś przede mną i zapytałeś: "[t.i.] [t.n.], czy zostaniesz moją żoną?" zapamiętam do końca życia. Byłam najszczęśliwsza na świecie. Pół roku później odbył się nasz ślub. Skromna uroczystość, najbliżsi przyjaciele. Najpiękniejszy dzień w moim życiu.
Podróż poślubna. Wenecja. Piękniejszej nie mogłam sobie wyobrazić. A właściwie? Mogłabym nawet zostać w domu. Byle z Tobą.
Rok po naszym ślubie urodziła się Abigail. I czułam, że już bardziej szczęśliwa być nie mogę. I wtedy okazało się, że masz białaczkę. Dzielnie walczyłeś. Nie poddawałeś się. Bo miałeś dla kogo. I wiesz co? Wygrałeś. Wygrałeś swoje życie, chociaż przegrałeś ze śmiercią. Nie było mi łatwo się pozbierać. I chyba tak do końca nigdy mi się to nie uda. Bo tęsknię za Tobą. Cholernie za Tobą tęsknię. Każda komórka, każdy nerw, każda moja myśl tęskni za Tobą i wspomina. Twój dotyk, Twój zapach, Twoje słowa. Zwłaszcza te ostatnie: "Nie poddawaj się, [t.i.]. Masz dla kogo walczyć. A ja zawsze będę przy Tobie. Pamiętaj o tym". Piszę to,żebyś wiedział, że pamiętam. Pamiętam i czuję Twoją obecność. Zwłaszcza teraz, przy otwartym oknie. Przymykam oczy i wyobrażam sobie, że promienie słoneczne to Twoje dłonie delikatnie gładzące moje policzki, a wiatr to Twój oddech. Siedzę tak i piszę. I nie mogę opanować łez. Mam żal. Mam cholerny żal do Boga o to, że mi Ciebie zabrał. Niby powinnam się z tym pogodzić. Wszyscy mi to powtarzają. Ale są takie rzeczy, z którymi nie można się pogodzić. I leżę tak wieczorem w pustym łóżku i błagam Boga o jeden powód, dla którego mam się pogodzić z Twoją stratą. Odpowiada mi cisza. Bo tego nie można wytłumaczyć, z tym się nie można pogodzić. A teraz patrzysz na mnie z góry i z pewnością powtarzasz, żebym nie płakała, że będzie dobrze. I jakaś część mnie się z Tobą zgadza. Bo, może to zabrzmi brutalnie, ale czuję, że z każdym oddechem się do Ciebie przybliżam, że kiedyś śmierć, tak jak nas rozdzieliła, tak nas połączy. Ale na razie... będę walczyć. Będę walczyć, bo przecież mam dla kogo. Abby z każdym dniem jest do Ciebie coraz bardziej podobna, wiesz? Wiesz, bo przecież jesteś przy nas cały czas. A teraz spojrzę w niebo i poślę Ci uśmiech, bo chociaż już Cię nie ma, to w moim sercu będziesz zawsze.
Twoja [t.i.] ♥
Jest i Liam (w końcu). Nie mam pojęcia, dlaczego, ale jakoś z nim mi się najtrudniej pisze. Zazwyczaj, jak biorę się za coś z nim, to jestem z tego średnio zadowolona. Z tego imagina również. Dlatego przepraszam Was za niego. To pierwszy napisany przeze mnie smutny imagin, także wybaczcie, że nie najlepszy. I, broń Boże, nie piszę tego, żebyście zaprzeczali. ;)

Nie wiem, czy mam coś jeszcze do dodania. Dziękuję za wszystkie komentarze i 1998 wyświetleń. :* 

P S Czy muszę pisać, że zasada jest ta sama, co ostatnio? 3 komentarze = następny imagin?

sobota, 8 marca 2014

#1 Liam

- Zdałam! – krzyknęłam i rzuciłam się w stronę czekającego na mnie pod szkołą Liama.
Podniósł mnie do góry i zaczęliśmy się śmiać i kręcić w miejscu. Po chwili postawił mnie na ziemi.
- Pokaż!
Wyciągnęłam w jego stronę kartkę – arkusz ocen z matury.
- No, no, no! Gratuluję! – powiedział – Prawie same „A” i tylko jedno „B”! Gratulacje!
Pocałował mnie w policzek. Zarumieniłam się pod wpływem dotyku jego warg. Na szczęście udało mi się to zamaskować.
- Trzeba to jakoś uczcić! Co powiesz na drinka dziś wieczorem? No chyba, że… - spojrzał w stronę grupki moich rówieśniczek, które patrzyły na nas i coś szeptały - … urządzacie sobie dzisiaj z tej okazji imprezę…
Zaśmiałam się.
- Imprezę mamy jutro. Przyjdź po mnie o 20.00.
- Okej.
* * *
Przygotowania do „drinka” zajęły mi więcej czasu niż przypuszczałam. Nie tylko dlatego, że szłam na niego z LIAMEM (w którym od dawna byłam zakochana), ale także z powodu urywającego się ciągle telefonu. Z gratulacjami dzwonili wszyscy: rodzice, brat, znajomi. Czas na telefon znaleźli nawet Harry, Louis, Zayn i Niall! To było miłe.
Wreszcie, o 19.30 stwierdziłam, że jestem gotowa i stanęłam przed lustrem, czując jak z każdą minutą coraz bardziej pocą mi się ręce.
Boże! Ogarnij się, kretynko! To tylko zwykły drink z przyjacielem! – próbowałam sobie wmówić, ale kiepsko mi szło – Nie! To jest drink z Liamem Payne’em, w którym jesteś zakochana! Cholera… może odwołać?
W tym momencie usłyszałam dzwonek do drzwi i zrozumiałam, że jest już za późno. Otworzyłam z bijącym sercem.
- Cześć. – przywitałam się nieśmiało
Pocałował mnie w policzek, a ja znowu się zarumieniłam.
Ogarnij się, kretynko.
- Cześć, [t.i.]. Pięknie wyglądasz.
Poczułam, że rumienię się jeszcze bardziej.
Ogarnij się, idiotko.
- Dzięki.
Zamknęłam drzwi na klucz.
- To idziemy? – zapytał
Skinęłam głową. Chwycił mnie za rękę, serce zaczęło mi przyspieszać.
Ogarnij się, debilko.
-PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ-
Siedzieliśmy z Liamem w jakimś w miarę cichym barze i popijaliśmy drinki. Alkohol trochę mnie rozluźnił i rozwiązał język.
- To co teraz? – zapytał – Filologia?
- Też o tym myślałam, ale jeszcze zobaczymy. Zależy od tego, gdzie się dostanę – odparłam
Uśmiechnął się.
- Z takimi ocenami… masz w czym przebierać…
Kąciki moich warg lekko się uniosły.
- Może?... Przepraszam na chwilę – powiedziałam i udałam się w kierunku toalety.
Umyłam ręce, poprawiłam nieco włosy i makijaż i wyszłam z łazienki. Zobaczyłam Go, a obok niego… na moim miejscu… jakiegoś długonogiego rudzielca, który go podrywał!
Co to ma, do jasnej cholery, być?! – pomyślałam wściekle – Szkoda, że nie mam tyle odwagi, żeby podejść tam i wytargać ją za te rude kudły!
Tak, byłam zazdrosna. Zazdrosna i wściekła. Nie zamierzałam tego przed sobą ukrywać. Bez słowa wyszłam i udałam się w kierunku domu.
Po 20 minutach byłam już na miejscu. W podłym nastroju przebrałam się w piżamę, składającą się z krótkich spodenek i za dużego T-shirta, zmyłam makijaż i położyłam się do łóżka, myśląc:
Co ty sobie wyobrażałaś, kretynko?! Że co?! Że się w tobie zakocha?! Przecież to  LIAM PAYNE! Mógłby mieć każdą. Dlaczego miałby akurat CIEBIE wybrać?! To gwiazda! A poza tym… twój przyjaciel! Tak! A to było zwykłe, przyjacielskie zaproszenie na drinka! Co ty sobie myślałaś?! Co ty sobie myślałaś, kretynko?!
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Niewiele się zastanawiając wstałam i otworzyłam. Zobaczyłam Liama we własnej osobie.
- Cześć. Mogę wejść? – zapytał
- Proszę. – odpowiedziałam, całkowicie zbita z tropu
Czego on może ode mnie chcieć o 10.00 w nocy? – zadałam sobie pytanie w myślach
Stanęłam przy blacie kuchennym i, nie wiedząc co z sobą zrobić, zaczęłam bez sensu przestawiać na nim różne rzeczy.
- Po co przyszedłeś? – zapytałam starając się, żeby mój głos brzmiał jak najbardziej naturalnie
- Dlaczego uciekłaś? – odpowiedział pytaniem na pytanie
- A co cię to obchodzi? – wyrwało mi się – Co JA cię obchodzę? Przecież miałeś towarzystwo.
Jezu! Ja chyba nie powiedziałam tego na głos?! – pomyślałam z przerażeniem
Zła na siebie zacisnęłam palce na krawędzi blatu.
- Jesteś zazdrosna? – zapytał
Wiedziałam, że nie będę umiała go okłamać, dlatego postanowiłam za wszelką cenę wymigać się od odpowiedzi.
- Liam, idź sobie, proszę.
Usłyszałam jego coraz głośniejsze kroki za plecami.
- Ta dziewczyna… to była fanka – powiedział – Przyczepiła się, a ja po prostu chciałem być miły i przez grzeczność pogadałem z nią trochę. Zanudzała mnie. Czekałem, aż przyjdziesz, żeby się od niej uwolnić.
- Nie musisz mi się tłumaczyć. – odparłam
I wtedy poczułam, że stoi za mną. Bardzo blisko. Delikatnie położył mi ręce na biodrach. Czułam jego ciepły oddech we włosach. Ciarki przebiegły mi po plecach. Nigdy wcześniej nie dotykał mnie w ten sposób. Nie wiedziałam co zrobić, jak się zachować, dlatego zacisnęłam tylko palce mocniej na krawędzi blatu.
Po chwili usłyszałam jego głos.
- Ale chcę… – powiedział i pociągnął mnie za biodra, zmuszając do przysunięcia się jeszcze bliżej niego
Kolejne ciarki przebiegły mi po plecach. Zadrżałam, nie mogąc z nimi dłużej walczyć. Zapach jego perfum mącił mi w głowie, z każdą chwilą coraz bardziej.
- [t.i]… chcę ci się tłumaczyć. Chcę, żebyś była o mnie zazdrosna. Chcę SAM być o ciebie zazdrosny. Chcę BYĆ Z TOBĄ. KOCHAM CIĘ.
Przymknęłam oczy, upajając się słodyczą jego słów. Odwróciłam się w jego stronę i pogłaskałam go po policzku.
- Ja też cię kocham. – wyznałam

Po chwili patrzenia sobie głęboko w oczy pocałował mnie. Pierwszy, ale wiedziałam, że nie ostatni raz.






Mam nadzieję, że się Wam podobało. Jeśli tak - komentujcie. (Jeśli nie, to też ;)). Pozdrawiam.




Trochę mi przykro, bo od wczoraj nie pojawił się żaden komentarz, a po tej reklamie, jaką mi wczoraj zrobiłam Martyna na fb liczyłam chociaż na dwa. Dla tych, którzy nie wiedzą: anonimowo też można komentować. I to bez zakładania żadnego konta! Wystarczy wejść w: "Wybierz profil" i wybrać "Anonimowy". Mam nadzieję, że pomogłam i że wreszcie się jakieś pojawią, bo pisanie bloga dla jednej osoby (mam na myśli Martynę), to chyba bez sensu, c' nie? ;)